wtorek, 25 sierpnia 2015

Drożdżowa maska do włosów Babuszki Agafii


Dzisiaj przychodzę z recenzją rosyjskiego kosmetyku do włosów, który przez jednych jest uwielbiany, przez innych znienawidzony. Sama raczej nie skusiłaby się na zakup tej maski — ot, tak po prostu, nie z jakiegoś konkretnego powodu. Ponieważ dostałam ją w lutowym pudełko shiny box, przystąpiłam do jej testowania. Co o niej sądzę i do której grupy się zaliczam?

Co o niej pisze producent?


Moja opinia
Opakowanie maski wykonane jest z grubego nieprzezroczystego plastyku. Pod nakrętką znajduje się przezroczyste wieczko—zabezpieczenie. Design opakowania nawiązuje do starych ziołowych kosmetyków z apteki czy sklepu zielarskiego. 


Jest to maska drożdżowa, ale nie pachnie drożdżami. Przede wszystkim wyczuwalny jest słodki biszkoptowy aromat. Konsystencja kosmetyku jest — jak na maskę — dosyć rzadka, co utrudnia nałożenie odpowiedniej porcji, ale samo rozprowadzenie maski na skórze głowy bądź na włosach nie sprawia większego problemu. Wydajność maski zależy od sposobu stosowania (tylko na skórę głowy, tylko na całą długość włosów, na skórę głowy i całe włosy)  i długości włosów.


Producent zaleca spłukać maskę po 1—2 minutach. Osobiście trzymam ją na głowie dłużej — około 30 minut. Nie zauważyłam, żeby wydłużenie czasu działania kosmetyku wpłynęło jakoś negatywnie na kondycję włosów. Dlaczego postanowiłam trzymać maskę dłużej? Gdy spłukiwałam maskę po 2 minutach działała jak zwykła odżywka — włosy były nawilżone, nie plątały się. Wydłużenie czasu działania kosmetyku sprawiło, że moje włosy poza dobrym nawilżeniem są bardziej miękkie, dobrze odżywione, nie puszą się, są delikatnie uniesione u nasady. Poza tym zauważyłam, że moje włosy wzmocniły się i nie wypadają już całymi garściami. Nie mogę natomiast wypowiedzieć się na temat przyśpieszenia wzrostu włosów, bo mi generalnie szybko rosną. 
Podsumowując: maska dobrze sprawdza się na moich włosach. Jej pozytywne działanie jest widoczne pomimo tego, że traktuję włosy prostownicą. Są one w dotyku gładkie i śliskie, a nie przesuszone. Dobroczynne działanie drożdżowej maski do włosów Babuszki Agafii sprawiło, że zaliczam się do grona jej fanek.
Za opakowanie 300 ml trzeba zapłacić około 13 zł.

piątek, 21 sierpnia 2015

Bułki jogurtowe


Bułki jogurtowe to pieczywo, które na długo pozostanie w naszym menu. Są puszyste, miękkie, pachnące; rewelacyjnie smakują lekko ciepłe z rozpływającym się masłem (nasze ulubiony sposób podania), jak również na drugi dzień. Podam przepis na thermomix, jednak ciasto można przygotować w tradycyjny sposób, zamieniając tylko sposób wyrabiania ciasta z maszynowego na ręczny.

Składniki:
3 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1 saszetka suchych drożdży
200 gram gęstego jogurtu naturalnego
1/2 szklanki mleka
60 gram miękkiego masła
1 jajko
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru

Wykonanie:
Wszystkie składniki wkładamy do naczynia miksującego — obroty 3 minuty, interwał, następnie wykładamy ciasto na posypaną mąką stolnicę. Formujemy bułeczki i układamy je w odstępach na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Bułki odstawiamy na 50 minut do wyrośnięcia. Po tym czasie pieczemy na środkowej szynie w temperaturze 200 stopni przez około 25 minut.

Smacznego!



czwartek, 20 sierpnia 2015

Bioderma — Sebium gel moussant


Moja skóra lubi kosmetyki marki Bioderma, dlatego nie mogło zabraknąć wśród nich antybakteryjnego żelu do mycia twarzy. 

Co o nim pisze producent?
Codzienna higiena skóry tłustej, mieszanej oraz trądzikowej. Może być stosowany przez panów jako pianka do golenia przy zapaleniu mieszków włosowych. Oczyszcza skórę, działa przeciwbakteryjnie. Reguluje jakość sebum, zapobiegając jego gęstnieniu, dzięki czemu zapobiega powstawaniu zaskórników i zmian trądzikowych. Łagodzi, zmniejsza widoczność zmian zapalnych (zaczerwienienie).

Moja opinia
Butelka wykonana jest z solidnego, przezroczystego tworzywa. Kosmetyk dozuje się pompką "open—stop". Pompka jest trwała i działa bez zarzutu. Plusem jest rurka, która sięga aż do dna, więc nie powinno być problemu ze zużyciem całego produktu. 

   
Żel ma ładny, niebieski kolor; jest dość rzadki — po aplikacji trzeba szybko rozprowadzić go po twarzy, inaczej będzie spływał z rąk. Ma delikatny, przyjemny zapach, który szybko się ulatnia. 

  
Zmywa makijaż, odświeża skórę, matuję, ale na szczęście nie powoduje ściągnięcia skóry. Sebium gel moussant początkowo zmniejszał widoczność zmian zapalnych. Teraz, po kilku miesiącach regularnego stosowania preparatu nie mam problemu z pojawianiem się wyprysków czy zaskórników. Żel jest bardzo wydajny, tak jak pisałam, używam go od kilku miesięcy, a zużyłam dopiero pół buteleczki 200 ml. Antybakteryjny żel do mycia twarzy o pojemności 200 ml kosztuje około 39 zł.

     
Według zaleceń producenta najlepszy efekt uzyskamy, stosując Sebium gel moussant w połączeniu ze złuszczającym serum do skóry tłustej i mieszanej. Jeden z kolejnych postów będzie właśnie dotyczył tego kosmetyku. 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Ewa Stachniak "Dysonans"


Opis książki
"Romans obyczajowy: prawdziwa historia wieloletniego związku Zygmunta Krasińskiego z Delfiną Potocką na barwnym tle obyczajowym epoki romantyzmu, z udziałem wielu słynnych postaci, m.in. Chopina. Ona jest światową kobietą po przejściach, która uciekła od męża. On, wielki poeta, zostaje zmuszony do małżeństwa z Elizą Branicką. We troje żyją w osobliwym trójkącie... Nowoczesna konstrukcja w bezpretensjonalnych scenach - epizodach, znakomite dialogi, świetna psychologia, refleksje o naturze ludzkiej i wyrazisty portret epoki."

Miłość romantyczna, nieudany zryw narodowy, Wielka Emigracja, Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Chopin, to tylko niektóre hasła związane z epoką literacką — romantyzmem. Dla nielicznych jest to epoka wspaniała, dla wielu zaś niezrozumiała. Myślę tu przede wszystkim o uczniach, którzy muszą zmierzyć się z "Panem Tadeuszem", "Dziadami", "Konradem Wallenrodem", "Kordianem", "Nie-boską komedią" i wieloma innymi dziełami polskich romantyków. 

Do napisania "Dysonansu" zainspirowały Ewę Stachniak wydane w 1975 roku "Listy do Delfiny Potockiej". I o ile pomysł był rewelacyjny, o tyle z wykonaniem trochę gorzej. Byłam pod urokiem "Ogrodu Afrodyty" tejże autorki, jednak "Dysonans" nie do końca spełnił moje oczekiwania i tak naprawdę ciężko jest mi określić, dlaczego? Niewątpliwie powieść jest świetnie napisana i dobrze oddaje ducha epoki. Jej bohaterami są ludzie zagubieni, nie tylko ze względu na historię Polski, ale również zagubieni w swoich uczuciach. Autorka nakreśliła bardzo wyraziste portrety psychologiczne postaci pierwszoplanowych oraz epizodycznych. Obok Zygmunta Krasińskiego, Delfiny Potockiej i Elizy Branickiej poznajemy, chociażby tylko z rozmów toczących się pomiędzy bohaterami, szereg kluczowych postaci tamtych czasów, między innymi Chopina, Mickiewicza, Towiańskiego, Słowackiego, Delaroche. Bardzo dobrze odzwierciedlone zostało tło społeczno-obyczajowe i polityczne. Plastyczne opisy sprawiają, że ma się wrażenie uczestniczenia w przedstawianych zdarzeniach. A ze względu na specyfikę epoki lektura nie należy do najłatwiejszych.

Tytułowy dysonans, to rozdźwięk pomiędzy miłością romantyczną a miłością rzeczywistą. Dla poety przesiąkniętego ideałami epoki, wyobrażenie miłości jest najważniejsze; Delfina jest jego muzą, natchnieniem, idealizuje ją; Eliza należy do codzienności, do świata, który nie jest ważny dla romantyka. Zygmunt, to taki "czarny charakter" powieści. To on, pomimo tego, że ma rodzinę: żonę, syna, kolejne dziecko w drodze, wpada na "genialny" pomysł swoistego trójkąta. Proponuje, żeby we trójkę zamieszkali w Nicei w dwóch sąsiadujących willach. Dodatkowo uważa, że jeżeli żona będzie mówiła o Delfinie, jako o swojej przyjaciółce będzie mógł bezkarnie spotykać się z kochanką. Kobiety Krasińskiego też nie należą do świętych. Była pani Potocka, mimo początkowemu zerwaniu znajomości z Zygmuntem, zgadza się na zaproponowany przez niego układ; nie widzi w nim nic niestosownego. Branicka również zgadza się na fanaberie męża, ponadto o drugiej ciąży powiadamia go dwa miesiące przed planowanym rozwiązaniem.      

Jak już wspominałam, "Dysonans" nie przypadł mi do gustu, ale jestem pod wrażeniem "Ogrodu Afrodyty", dlatego nie jest to moje ostatnie spotkanie z twórczością Ewy Stachniak.


 
Kategoria: Romans obyczajowy 
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 978-83-247-1156-7 

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Chleb pszenny na drożdżach


Przepis na ten prosty chleb znalazłam w przepisowni (strona ze zbiorem przepisów na thermomix). Metodą prób i błędów dostosowałam przepis do naszych smaków. Z podanych składników otrzymujemy naprawdę duży bochenek świeżego, pachnącego, domowego chleba. 

Składniki:
500 g mąki pszennej 650
200 g mąki pszennej pełnoziarnistej
1 saszetka suchych drożdży
300 ml wody
150 ml naturalnego jogurtu greckiego
25 g miękkiego masła
2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru

Wykonanie:
Wszystkie składniki wkładamy do thermomixa. Miksujemy — czas 4 min 30 sek, interwał. Wyjmujemy ciasto, przekładamy do miski wysmarowanej olejem i czekamy do podwojenia objętości. Następnie uderzamy pięścią w ciasto, formujemy bochenek i pozostawiamy na 20 minut do wyrośnięcia. Używając ostrego noża nacinamy chleb kilkakrotnie, oprószamy mąką. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 230 stopni. Pieczemy chleb 12 minut, następnie redukujemy temperaturę do 200 stopni i pieczemy 25 minut. Chleb studzimy na kratce. Upieczony bochenek powinien, po uderzeniu od spodu, brzmieć głucho.

Smacznego! 


piątek, 14 sierpnia 2015

Farmona — kremowy peeling myjący tutti frutti liczi & rambutan


Dzisiejszy wpis poświęcę trzeciemu i ostatniemu już kosmetykowi z serii tutti frutti liczi & rambutan — kremowemu peelingowi myjącemu.

Co o nim pisze producent?
Tropikalne szaleństwo, które wyzwala zmysły! Niezwykle słodkie liczi, to symbol i ulubiony owoc chińskich cesarzy z dynastii Ming. Połączone z soczystym, rześkim rambutanem z Malezji nadaje skórze niespotykany, fascynujący aromat upojnej, letniej zabawy. Peelingujące drobinki jojoba i zmielone łupinki orzeszków macadamia, zanurzone w delikatnym kremowym żelu, usuwają martwy naskórek i idealnie wygładzają ciało, a zawartość pantenolu chroni przed powstawaniem podrażnień. Żel doskonale myje i oczyszcza skórę, a dzięki nawilżającej inulinie i składnikom odżywczym pozostawia ją świeżą, jedwabiście gładką i miękką.

Moja opinia
Peeling zamknięty jest w długiej, smukłej, przezroczystej buteleczce zakończonej korkiem typu "klik".


Po otwarciu produktu wyczuwamy charakterystyczny zapach liczi & rambutana, który jednak jest mniej intensywny, niż w pozostałych produktach tej serii. Konsystencja żelu jest niezbyt gęsta, ale nie ma większych problemów z aplikacją. Drobinki peelingujące są średniej grubości, jest ich sporo i świetnie radzą sobie, jako tak zwany "zdzierak". Na pewno ten produkt polubią osoby o skórze wrażliwej i te, które preferują delikatny peeling.  


Peeling nie podrażnił mnie, dodatkowo nie wysuszył mojej suchej skóry, ale też nie nawilżył jej jakoś rewelacyjnie. Po kąpieli musiałam posmarować się masłem do ciała, jednak ze względu na rodzaj mojej skóry, nie liczyłam specjalnie na jakieś cuda. Kremowy peeling myjący tutti frutti liczi & rambutan, to —  ze względu na zapach — idealny kosmetyk na lato. Polecam stosować jednocześnie wszystkie kosmetyki tej serii. O maśle do ciała pisałam tutaj, a o olejku do kąpieli tutaj. Za 250 ml trzeba zapłacić około 11 zł. 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Lou Pre — żel do przypaleń



Co o nim pisze producent?
Żel przeznaczony do zadań specjalnych – usuwa zapieczony tłuszcz, przypalenia oraz inne, bardzo trudne i wymagające użycia silnego środka zabrudzenia. Intensywnie działająca formuła szybko i łatwo sprawi, że nasz piekarnik, grill czy szyba kominkowa znów będą lśniły i wyglądały jak nowe. Pomimo intensywnego działania nie rysuje i nie pozostawia smug. 
• sprawdzony w czyszczeniu piekarników, grilli, rożnów, opiekaczy, blach i rusztów oraz garnków i patelni
• doskonale czyści także szyby piekarników, kominków czy kuchenek mikrofalowych 
• silnie skoncentrowany żel szybko i bezlitośnie rozprawia się nawet z mocno zapieczonymi zabrudzeniami, przypaleniami, tłuszczem i sadzą
• dzięki zastosowaniu amfoterycznego środka powierzchniowo czynnego posiada bardzo dobre właściwości odtłuszczające i czyszczące
• hamuje procesy korozyjne

Moja opinia
Żel do przypaleń, to środek, którego nie może zabraknąć w mojej kuchni. Jego działanie w 100% zgadza się z tym, co obiecuje producent. Jest to bardzo silny środek, dlatego do pracy z nim należy bezwzględnie założyć rękawiczki. Czyściłam nim piekarnik, grilla, garnki, patelnie i blaszki do pieczenia — za każdym razem doskonale radził sobie z przypaleniami i trudnymi zabrudzeniami.Żel zamknięty jest w plastikowej butelce, którą otwiera się korkiem typu "klik".


Korek jest trwały — nic się nie kruszy, nie urywa, nie strzępi, a otwieram i zamykam nim już trzecią butelkę żelu do przypaleń. Konsystencja produktu jest dosyć gęsta, dzięki czemu jest wydajny i ekonomiczny. Za opakowanie 500 ml trzeba zapłacić 24,90 zł.
 
Blaszka przed użyciem żelu do przypaleń


Blaszka po wyczyszczeniu żelem do przypaleń

    
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...