piątek, 11 września 2015

Murzynek z orzechami według siostry Anastazji


Murzynek to ciasto, które znają chyba wszyscy — ciemne, kakaowe, z polewą czekoladową. Siostra Anastazja w swoim przepisie zamieniła polewę na masę orzechową. Zmiana ta sprawiła, że murzynek nabrał nowego charakteru. Ciasto szybko się przygotowuje i szybko znika z blachy. Przepis opracowany jest na foremkę o wymiarach 23x38 cm.

Składniki na ciasto:
25 dag margaryny lub masła
1 i 1/2 szklanki cukru kryształu
3 łyżki kakao
1 cukier waniliowy
1/2 szklanki wody
4 jaja
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Wykonanie:
Margarynę lub masło, cukier, kakao i wodę podgrzewać aż do zagotowania, następnie odstawić do przestygnięcia. Do ostudzonego syropu dodać żółtka, mąkę i proszek do pieczenia. Białka ubić i delikatnie wmieszać do ciasta. Ciasto wyłożyć na blaszkę i piec około 40 minut w temperaturze 180 stopni Celsjusza.

Składniki na masę:
30 dag orzechów krojonych
20 dag cukru kryształu
20 dag masła
1 cukier waniliowy
5 łyżek wody

Wykonanie:
Składniki zagotować, przestudzić i wyłożyć masę na upieczony murzynek.

Smacznego!

czwartek, 10 września 2015

Maria Ulatowska "Kamienica przy Kruczej"


Opis książki
"Krucza 46 – wspólny adres, od którego zaczyna się każda historia w tej książce.
Dzieje zwykłych ludzi na tle czasów, w których przyszło im żyć. Losy mieszkańców pewnej warszawskiej kamienicy od roku 1937 do końca XX wieku. Tosię i Piotra wiele dzieliło, ale łączył adres, który w ich świadomości został na zawsze. Przedzierając się przez wojnę, okupację, powstanie, lata powojenne i wszystkie przemiany dziejowe, starali się zwyciężać okropności dnia codziennego. Miłość, trudne wybory, rozstania, walka o przetrwanie i o zachowanie własnej tożsamości – szukali własnego szczęścia bez względu na wszystko. I najważniejsze – z optymizmem, dzięki któremu wszystko może się udać. A czasami… uda się coś, o czym nie śmiało się nawet marzyć." 

W dobie rozwoju technologicznego i wyścigu szczurów nie ma czasu na pogawędki sąsiedzkie, wspólne prace i spotkania towarzyskie. Z sentymentem i zazdrością wracamy pamięcią bądź słuchamy opowieści o "dawnych" czasach, gdy nie było telewizji, a o komputerach i internecie nikomu się nawet nie śniło. Ludzie więcej czasu spędzali ze sobą, byli życzliwsi i bardziej pomocni. Atmosferę dobrych stosunków międzyludzkich świetnie oddaje kultowy już serial "Dom", możemy ją również znaleźć w powieści Marii Ulatowskiej "Kamienica przy Kruczej".

Głównymi bohaterami są Antonina i Piotr — oboje doświadczeni przez los, z bagażem własnych przeżyć, cierpień i radości, spragnieni miłości. Historia ich życia bierze swój początek w kamienicy przy ulicy Kruczej 46, aby zatoczyć koło i u kresu ich życia wrócić pod ten adres. Tytułowa kamienica to takie miejsce, w którym wszyscy się znają, pomagają sobie, wspierają się w trudnych momentach. Dobre relacje międzyludzkie zostają zachowane również wtedy, gdy po II wojnie światowej ocalałych mieszkańców przesiedlono na inne osiedle. 

W książce znajdziemy zwykłych ludzi, którzy musieli zmierzyć się z tym, co przyniosła im wielka polityka. Historia opisana w powieści rozpoczyna się tuż przed II wojną światową. Losy kilku rodzin, a zwłaszcza Tosi i Piotra poznajemy na przestrzeni kilkudziesięciu trudnych dla Polski lat. Razem z nimi przeżywamy II wojnę światową, Powstanie Warszawskie, emigrację, PRL, aż docieramy do 2001 roku. Autorka bawi się chronologią, ale nie jest to zabieg irytujący i w żaden sposób nie przeszkadza w odbiorze powieści.

W "Kamienicy przy Kruczej" mamy dwóch narratorów: wszechobecnego, obiektywnego, który wypowiada się w 3 osobie oraz subiektywnego — Magdalenę Kornblum — która w pamiętniku opowiada całą historię ze swojego punktu widzenia. Zapiski Magdaleny, autorka, zgrabnie wplotła w treść powieści, pod sam jej koniec. 

"Kamienica przy Kruczej" to powieść o różnych odcieniach miłości: do dziecka, rodziny, drugiego człowieka, ojczyzny i zwierząt oraz — według mnie o ważniejszym aspekcie — poszukiwaniu własnej tożsamości. 

Książka nie jest powieścią historyczną. Losy bohaterów są fikcją literacką osadzoną w zdarzeniach z przeszłości, ale zbudowane na opowieściach o minionych czasach. Lekturę polecam osobom, które lubią czytać powieści obyczajowe i osadzone w historii.  
   
Kategoria: Powieść obyczajowa
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN:978-83-7839-370-2 

wtorek, 8 września 2015

Perfumy jesienne


Wrzesień przywitał nas brzydką, deszczową pogodą, dlatego nadszedł czas, aby na mojej toaletce zagościły mocniejsze i cięższe perfumy. W lipcu pokazywałam Wam, jakie zapachy wybrałam na lato — post tutaj KLIK, natomiast dzisiaj pojawi się zestaw perfum jesiennych.

1. Hugo Boss — Deep Red 



Jest to mocny, ciepły, wieczorowy zapach. Należy do kategorii kwiatowo—owocowej. W jej składzie znajdziemy czarną porzeczkę, frezję, gruszkę, czerwoną pomarańczę, wanilię, imbir, klementynkę, hibiskus, cedr i piżmo. Kształt i kolor flakonu jest nowoczesny i elegancki; podkreśla charakter kompozycji. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że — jak to widać na zdjęciach — z flakonu schodzi farba. 


2. Lou Pre — P142




Perfuma należy do kategorii orientalno—kwiatowej. Zapach łączy w sobie aromat jaśminu, piżma, mandarynki, gruszki, róży i wanilii. Wzrok przyciąga piękny, szklany flakonik. Jej zaperfumowanie to 20%. 


3. Lou Pre — P148



Perfuma należy do kategorii owocowo—kwiatowej. W jej kompozycji zapachowej znajduje się: bergamotka, kwiat pomarańczy, kwiat brzoskwini, fiołek, ylang-ylang, jaśmin i drzewo sandałowe. Jej zaperfumowanie to również 20%.



Mam jednak cichą nadzieję, że doczekamy się babiego lata i będę mogła jeszcze wrócić do zapachów letnich.  

niedziela, 6 września 2015

Uśmiech teściowej


Witajcie!
Dzisiaj przychodzę z przepisem na ciasto, które znane jest pod różnymi nazwami: "Uśmiech teściowej", "Ciasto z jabłkami i budyniem" czy też "Szarlotka z budyniem". Wspaniale smakuje w jesienne popołudnie z filiżanką aromatycznej kawy.

Składniki:
450 g mąki pszennej
1 kostka margaryny
1 szklanka cukru
3 jajka
3 łyżki śmietany 18%
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 kg jabłek
3 budynie śmietankowe z cukrem
1 l mleka
cynamon

Wykonanie:
W dużej misce albo na stolnicy (ja robię w thermomixie) zagnieść ciasto z mąki, margaryny, cukru, jajek, śmietany i proszku do pieczenia. Ciasto podzielić na dwie części. Jedną włożyć do lodówki, a drugą do zamrażarki na 1 godzinę. Blaszkę o wymiarach 25x40 cm (może być mniejsza, wtedy ciasto wyjdzie wyższe) wyłożyć papierem do pieczenia. Wyjąć ciasto z lodówki, rozwałkować, włożyć do formy i ponakłuwać widelcem. Na ciasto wyłożyć obrane i pokrojone w ósemki jabłka. Posypać je obficie cynamonem. Budynie ugotować według przepisu na opakowaniu, wykorzystując do tego 1 litr mleka. Gorący budyń wylać na jabłka. Na budyń zetrzeć ciasto z zamrażalki. Ciasto piec około 50 minut w temperaturze 200 stopni Celsjusza. Po wystudzeniu obficie oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!


piątek, 4 września 2015

Olay — Anti-wrinkle instant hydration krem na dzień


Witajcie!
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kremu marki Olay, który znalazłam w styczniowym pudełku beGlossy. Ponieważ widać już dno opakowania, mogę podzielić się z Wami swoimi obserwacjami. 

Co o nim pisze producent?
Olay Anti-wrinkle instant hydration krem na dzień z lekką formułą i Oceanicznym Kompleksem Botanicznym natychmiastowo nawilża skórę, zwalcza pierwsze oznaki starzenia oraz opóźnia proces powstawania zmarszczek. Kosmetyk przeznaczony dla kobiet 25+, wypełnia drobne zmarszczki, zapewniając jednocześnie błyskawicznie intensywne nawilżenie przez 24 godziny.

Moja opinia
Krem zamknięty jest w prostym, matowym, białym opakowaniu z czarnym wieczkiem. Pojemniczek jest przezroczysty; bez otwierania można kontrolować, ile produktu jeszcze zostało. Krem ma piękny, delikatny zapach, który jednak nie jest przytłaczający ani duszący. 


Krem ma bardzo lekką konsystencję, łatwo się go nakłada i rozprowadza. Ma spore właściwości nawilżające, dobrze się wchłania, ładnie wygładza skórę, a przy tym nie zapycha porów. Jest to krem na dzień i faktycznie można go stosować pod podkład — nic się nie roluje. 


Jest to w sumie dobry krem, który mojej kapryśnej cerze nie zrobił niczego złego — nie podrażnił mnie ani nie uczulił. Jednak ze względu na różne, dziwne reakcje mojej cery na kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy, nie stosowałam go codziennie, ale po dwóch, trzech dniach nakładałam na twarz krem Cicabio marki Bioderma. Jak już wielokrotnie wspominałam kosmetyki Biodermy, w moim przypadku, zapobiegają reakcjom uczuleniowym. Żeby jednak nie było tak różowo wspomnę o minusach kremu Anti-wrinkle instant hydration. Jak sama nazwa wskazuje jest to krem na dzień, dlatego pomimo fajnej konsystencji i świetnego działania brakuje mi w nim filtrów UV. Niestety krem jest mało wydajny, a jego cena w stosunku do wydajności jest wysoka. Za 50 ml opakowanie trzeba zapłacić około 40 zł. Za te pieniądze zdecydowanie wolę kupić krem z serii Cicabio marki Bioderma 

środa, 2 września 2015

Bioderma — Sebium Serum


Dzisiaj wracam z zapowiedzianym jakiś czas temu postem na temat drugiego kosmetyku marki Bioderma z serii Sebium. O antybakteryjnym żelu do mycia twarzy mogliście przeczytać tutaj KLIK. Jest to kolejny produkt Biodermy, który spełnił moje oczekiwania i mogę śmiało powiedzieć, że pozostanie ze mną na dłużej. 

Co o nim pisze producent?

  
Moja opinia
Żel zamknięty jest w miękkiej, nieprzezroczystej tubce z wąskim aplikatorem. Opakowanie utrzymane jest w tonacji biało-zielonej, charakterystycznej dla produktów serii Sebium. Serum jest bardzo wydajne, z czego niezmiernie się cieszę, bo nie należy do najtańszych produktów, a w sprzedaży dostępne są opakowania 40 ml, czyli niewielkie. Złuszczające serum do skóry tłustej i mieszanej stosuję już od kilku miesięcy i dopiero teraz powoli wyczuwam, że zbliża się koniec opakowania. Minusem jest brak przezroczystego opakowania, bo wtedy łatwiej byłoby kontrolować, ile kosmetyku pozostało w tubce. Jak już wspominałam opakowanie zakończone jest wąskim aplikatorem, co pozwala dozować tyle produktu, ile potrzeba.


Serum ma charakterystyczny zapach, który mi osobiście w niczym nie przeszkadza. Produkt ma konsystencję żelu. Bardzo łatwo się rozprowadza po twarzy. Po jego aplikacji pozostaje na skórze lepka warstwa, która znika po całkowitym wchłonięciu się produktu. 


Producent zaleca, żeby serum nakładać co dwa dni wieczorem, przez cztery tygodnie, samodzielnie lub z kremem na noc. Ja preferuję ten pierwszy sposób. W noc aplikacji żelu nie stosuję żadnego kremu. Stosując regularnie złuszczające serum do skóry tłustej i mieszanej, zauważyłam poprawę kondycji skóry. Sporadycznie pojawiają mi się wypryski, a bolące podskórne zgrubienia są tylko wspomnieniem. Żel nie podrażnia, nie zapycha i nie uczula, ale dobrze oczyszcza i nawilża. Świetnie radzi sobie z rozszerzonymi porami. Buzia stała się miękka, gładka i przyjemna w dotyku. W moim przypadku kosmetyk sprawdził się rewelacyjnie i mogę go z czystym sumieniem polecić. Za 40 ml trzeba zapłacić około 45 zł, ale jak już wspominałam wcześniej, jest to bardzo wydajny produkt i wystarcza naprawdę na długo. Bardzo często w aptekach stacjonarnych i internetowych można spotkać promocję na produkty Biodermy i można je kupić w atrakcyjnych cenach.   

wtorek, 1 września 2015

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich" tom 1

 Z okładki
"Iga Toroszyn, współwłaścicielka cukierni Pod Amorem, ma powody do niepokoju. Z muzeów na całym świecie w tajemniczych okolicznościach giną obrazy Rose de Vallenord. Trzeba więc zabezpieczyć przed kradzieżą należący do rodziny portret Tomasza Zajezierskiego. Tylko czy to na pewno dzieło słynnej rudowłosej malarki, która przed laty uwiodła młodego hrabiego?
Odpowiedzi na to pytanie poszuka Nina, historyczka sztuki z Warszawy. W tym celu wyruszy do Paryża, tak jak ponad sto lat wcześniej Róża z Wolskich.
Małgorzata Gutowska-Adamczyk zabiera czytelników w niezapomnianą podróż do dziewiętnastowiecznej Francji, snując opowieść o niezwykłej kobiecie: malarce, emancypantce, skandalistce. O jej pasji, pragnieniach, romansach.
Równie ważnym bohaterem książki czyni Paryż – miasto magiczne, w którym spełniają się marzenia.
Po bestsellerowej "Cukierni Pod Amorem" zapraszamy na kolejną wyśmienitą ucztę literacką, która urzeka opowieścią o czasach minionych, pełnych nostalgicznego piękna."

Moja dzisiejsza opowieść mogłaby się rozpocząć od słów: "Dawno, dawno temu...", bo drugi tom tej powieści dostałam jakiś rok temu i od razu go przeczytałam. Teraz, po tylu miesiącach mogłam powrócić do dziewiętnastowiecznego Paryża i współczesnej Polski, aby dowiedzieć się, jak wyglądał początek historii Róży z Wolskich i zrozumieć relacje na linii matka-córka (Róża-Krystyna Wolska; Nina-Irena Hirsch). Jeśli ktoś z Was miałby ochotę wyruszyć w niezapomnianą podróż śladami dziewiętnastowiecznej malarki, polecam tradycyjny sposób czytania — najpierw tom I, potem tom II. Jeszcze lepiej byłoby przeczytać powieść po lekturze "Cukierni pod Amorem", gdyż autorka nawiązuje do tej trylogii. 

Książka urzeka swoją piękną, magiczną okładką — takie nostalgiczne motywy, to jest coś, co bardzo lubię. Historia w niej zamknięta też nie rozczarowuje. Bardzo pomysłowym zabiegiem było połączenie "Podróży do miasta świateł..." z "Cukiernią pod Amorem", dzięki czemu powracamy do Gutowa, aby poznać dalsze losy Igi i jej rodziny. Jednak dla mnie powieść ta to przede wszystkim opowieść o trudnych, wręcz powiedziałabym toksycznych relacjach na linii matka-córka. Pierwszą taką matką była Krystyna Wolska, która o wszystkie niepowodzenia obwiniała swoją córkę Różę. Przez wiele lat czyniła to bezkarnie, gdyż Róża pewnego dnia przestała mówić i sporo czasu upłynęło zanim wypowiedziała pierwsze, po tak długiej przerwie, zdanie. To właśnie za sprawą matki dorosła Róża nie wierzyła, że jest wartościową kobietą i że może zostać malarką. Pamiętajmy o tym, że historia dzieje się w dziewiętnastym wieku, wieku który pod wieloma względami nie był łaskawy dla kobiet. Nie będę zdradzała w jaki sposób Róży udało się wyrwać spod władania toksycznej matki i uwierzyć w to, że może spełnić swoje marzenia, ale odsyłam do lektury. Drugą toksyczną matką, a raczej szerzej — kobietą — jest Irena. Jej relacje z ludźmi są przerażające, a to, w jaki sposób postępowała i postępuje nadal z już dorosłą córką są karygodne. Pomimo tego, że Nina wyprowadziła się z domu, nie uwolniła się od matki, która bombarduje ją dziesiątkami smsów dziennie, potrafi obrazić się, jeśli córka zrobi coś nie po jej myśli, aż wreszcie wymyśla niestworzoną historię, aby spławić ukochanego Niny. 

Powieść ma jeszcze jednego głównego bohatera — dziewiętnastowieczny Paryż. Autorka doskonale oddała klimat tego miasta, które już wtedy zachwycało mieszkańców i przybyszów. Z jednej strony widzimy luksusowe butiki, kobiety w pięknych sukniach, cudowną architekturę i przepych, z drugiej strony nie brak tu nędzarzy, kurtyzan, malarzy przymierających głodem. Dowiadujemy się, że na przykład o pozycji mieszkańców Paryża świadczy dzielnica, w której mieszkają oraz piętro, które zajmują. Jesteśmy wreszcie świadkami przemian historycznych, ze słynną komuną paryską na czele, które dokonują się na naszych "oczach". 

Powieść napisana jest przystępnym językiem, a przejścia pomiędzy fragmentami dotyczącymi współczesności i historii są bardzo wyraźnie zaznaczone, dzięki czemu nie zaburzają rytmu czytania. Mi osobiście powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk przypadła do gustu i szczerze ją polecam.    

Kategoria: Literatura współczesna
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 480
ISBN: 978-83-10-12176-9


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...