wtorek, 8 grudnia 2015

Uzupełnianie braków w kosmetykach do pielęgnacji


Dzisiejszy post poświęcę nowym nabytkom pielęgnacyjnym, które zagościły na mojej półce w łazience.

1. Balea — żel pod prysznic i szampon dla dzieci 300 ml


Delikatnie oczyszcza i pielęgnuje skórę, nie szczypie w oczy. Kosmetyk nie zawiera silikonów i parabenów. 

2. Balea — kremowy żel pod prysznic limetka i aloes 300 ml


Kremowy żel pod prysznic zawiera ekstrakt z limetki i aloesu. Znakomicie nawilża skórę i chroni ją przed wysuszeniem. Ma cudowny, orzeźwiający zapach.

3. Balea — kremowy żel pod prysznic frozen breeze 300 ml
 
  
Zawiera ekstrakty z mrożonych malin i fiołków. Pozostawia cudowny zapach, idealny na zimowe wieczory. 

4. Balea — kremowy żel pod prysznic frost flower 300 ml


Zawiera ekstrakt z mrożonych kwiatów róży i owoców marakui. Pozostawia niezwykle zmysłowy zapach.

5. Balea — balsam do ciała frost flower 200 ml

 
Cudownie owocowo-kwiatowy balsam do ciała o zapachu mrożonej róży i owoców marakui, znakomicie nawilża i wygładza. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji. Świetnie rozprowadza się po skórze.

 6. Balea — żel z perełkami olejku o zapachu jeżyny i kwiatów 250 ml


Doskonale myje, nawilża skórę i chroni ją przed wysychaniem. Pozostawia piękny zapach.

7. Balea — pianka do golenia z aloesem  150 ml

  
Idealna do depilacji na mokro. Świetnie nawilża skórę, pozostawia ją gładką, łagodzi podrażnienia i pielęgnuje. 

niedziela, 6 grudnia 2015

Marguerite van Geldermalsen "Żona Beduina"


Opis książki
"Niezwykła historia Marguerite van Geldermalsen. W 1978 roku pochodząca z Nowej Zelandii pielęgniarka została żoną Muhammada, beduińskiego sprzedawcy pamiątek w legendarnej Petrze. Zamieszkała w liczącej dwa tysiące lat jaskini w skalnym zboczu i żyła jak Beduinka. Nauczyła się arabskiego, przeszła na islam, urodziła troje dzieci i poznała brytyjską królową Elżbietę.

Na wiadomość, że Marguerite van Geldermalsen wychodzi za Beduina, jej przyjaciele pukali się w głowę. Najspokojniej zareagowali rodzice, którzy o wszystkim dowiedzieli się z listu, który dostali dwa miesiące po ślubie."

"Żona Beduina" Marguerite van Geldermalsen, to książka z serii "Historie prawdziwe". Gdy zobaczyłam ją w bibliotece, pomyślałam, że będzie kolejną pozycją w stylu "Białej Masajki". Myślałam, że przeczytam historię kobiety zafascynowanej egzotyką, dziką przyrodą, tubylcami, która dla takiej scenerii porzuca swoje dotychczasowe życie, aż w końcu szuka ratunku w ucieczce. Jakie było moje zdziwienie, gdy strona po stronie odkrywałam, że nie miałam racji.

Margueriete była pielęgniarką. Pochodziła z Nowej Zelandii. Uwielbiała podróże. Podczas jednej z nich, w Jordanii, a konkretnie w Petrze, poznała swojego przyszłego męża Muhammada Abdallaha. Dzieliła z nim los przez 25 lat. Wszystkie decyzje, które podejmowała były jej świadomym wyborem (nauka arabskiego, przejście na islam, przestrzeganie ramadanu). Okazało się, że jej mąż był dobrym człowiekiem. Nie próbował wpływać na jej decyzje, ani na siłę "zrobić" z niej Beduinki. To raczej ona sama chciała poznać mentalność ludzi, wśród których przyszło jej żyć. To często Muhammad musiał ją przekonywać do remontów, inwestycji. Gdy ona uciekła od cywilizacji i wiodła proste życie, np. bez bieżącej wody, on cywilizację wprowadzał do ich domu. Dochowali się trójki dzieci, co też było niespotykane wśród społeczności beduińskiej. Ich wzajemne relacje opierały się na zrozumieniu i szacunku. Przez całe wspólne życie uczyli się od siebie nawzajem. On nauczył Margueriete, że nie rzuca się resztek chleba na ziemię, bo to grzech. Ona zaś sprawiła, że Muhammad wbrew tradycji, wziął na ręce nowo narodzoną córeczkę (wg wierzeń musi minąć 40 dni od porodu).

Margueriete opisuje 8 lat swojego życia (1978-1985). Dzięki niej poznajemy zwyczaje, mentalność, zabobony, w które wierzyli mieszkańcy Petry, jej drugiej ojczyzny. Opisuje nam stroje, wygląd mieszkań (jaskiń i namiotów), swoją pracę w ambulatorium. Opowiada też o niezwykłej gościnności charakteryzującej Beduinów. Mnie urzekły również piękne opisy malowniczej Jordanii. Do książki dołączono kolorową wkładkę ze zdjęciami pochodzącymi z albumu autorki.

Podsumowując można napisać, że jest to opowieść o niezwykłej kobiecie, o przystosowaniu się do innej kultury, wreszcie o odnalezieniu swojego miejsca na ziemi. Książkę polecam tym, którzy interesują się kulturą Bliskiego Wschodu, lubią podróże, zwłaszcza te egzotyczne, oraz z zainteresowaniem śledzą historie z życia wzięte.
  

Kategoria: autobiografia/pamiętnik
Wydawnictwo: Imprint
Liczba stron: 328
ISBN: 9788361171362 


piątek, 4 grudnia 2015

Projekt denko — listopad 2015 rok



Z małym poślizgiem przychodzę z kolejnym projektem denko. W tym miesiącu wykończyłam kilka dobrych produktów, ale również wśród pustaków znalazły się buble, do których już nie wrócę.


Yves Rocher — Szampon ułatwiający rozczesywanie 3 w 1 z wyciągiem z lipy
Kupiłam go z myślą o córce, ale sama też kilka razy umyłam nim włosy. Produkt ma przyjemny zapach i faktycznie działa dyscyplinująco na włosy, które po nim łatwiej się rozczesują. Na pewno kupię go ponownie.
Balea — Kremowy żel pod prysznic
Gęsty, wydajny kosmetyk. Nie wysusza skóry, a przy tym pięknie pachnie. Obecnie używam innego żelu z tej serii i też jestem zadowolona.

Marion — Satynowe mleczko do kręconych włosów
Jedyny produkt przeznaczony do włosów kręconych, który pozostał u mnie na dłużej. W moim przypadku sprawdziły się wszystkie obietnice producenta: mleczko podkreśla loki, nawilża, wygładza i zwiększa elastyczność włosów. Na mojej półce w łazience stoi kolejne, piąte opakowanie. W najbliższej przyszłości nie zamierzam z niego rezygnować.

 
Bioderma — Antybakteryjny żel do mycia twarzy
Dłuższa opinia na temat tego produktu znajduje się TUTAJ. Sebium i kremy Cicabio to moi zdecydowani faworyci!

Lirene —  Odżywcze mleczko do demakijażu twarzy i oczu
Jak dla mnie to produkt na NIE! Męczyłam się z nim przez cały rok. Niby nie zrobił mi żadnej krzywdy, ale stanowczo nie odpowiada mi formuła mleczka do demakijażu. Nie lubię uczucia lepkości podczas zmywania makijażu, a tego typu produkty, takie uczucie właśnie pozostawiają. Nigdy więcej do niego nie wrócę.

Avon — Pachnąca mgiełka różowa stokrotka & sycylijska cytryna
Kosmetyk ten kupiłam z ciekawości i raczej na tym jednym spotkaniu moja znajomość z mgiełkami zakończy się. Stwierdzam, że dla mnie to zbędny gadżet. Myślę, że podobny efekt uzyskam, wlewając do pustej buteleczki z atomizerem zwykłą wodę.


Bioderma — Cicabio Pomade i Cicabio Creme
Dłuższa recenzja na temat moich ulubionych kremów TUTAJ. Uwielbiam je i raczej szybko zdania nie zmienię. 

Bielenda — Multifunkcyjny krem CC 10w1
Lekki, nietłusty krem, który szybko się wchłaniał, nie zatykał porów i nie uczulił mnie. Idealnie sprawdził się pod makijaż. Ogólnie jestem z niego zadowolona. Być może wrócę jeszcze do niego.


Avon — Boost it
Wodoodporny tusz do rzęs, który według producenta ma naturalnie zwiększać ich objętość. Faktycznie nie pozostawia grudek, nie osypuje się, wytrzymuje cały dzień, ale osobiście nie lubię małych silikonowych szczoteczek. Moje próby polubienia się z nimi utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że jest to niemożliwe. Niemniej jednak myślę, że zwolenniczki silikonów będą zadowolone z tego tuszu.

Yves Rocher —  Wodoodporny tusz zwiększający objętość rzęs
Niby kosmetyk sprawdził mi się, bo był faktycznie wodoodporny, nie sklejał rzęs i nie pozostawiał grudek, ale nie polubiłam go i na pewno więcej do niego nie wrócę.   

poniedziałek, 30 listopada 2015

O dwóch różnych książkach świątecznych

Kolejny post dotyczący książek, które sugerując się tytułem, miały wprowadzić w magiczny nastrój Bożego Narodzenia. Jednak każdy musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie: czy taki nastrój osiągnął.

1. John Grisham "Darujmy sobie te święta"




Oficjalnie ogłaszam rozpoczęcie sezonu przedświątecznego: telewizja serwuje nam bajki i filmy wprowadzające w atmosferę świąteczną z nierozłącznym Kevinem na czele. W repertuarze kanałów telewizyjnych znajduje się również film „Święta Last Minute”- przezabawna komedia o małżeństwie, które postanawia zbojkotować Boże Narodzenie. W tym roku postanowiłam przeczytać króciutką powieść Johna Grishama „Ominąć święta” (inny tytuł to "Darujmy sobie te święta"), na podstawie której powstał wyżej wymieniony przeze mnie film.

Luther i Nora Krankowie, których jedyna córka Blair wyjechała na rok do Peru, postanawiają zaoszczędzić pieniądze i spędzić święta na dziesięciodniowej wycieczce. Nie biorą udziału w gorączce przedświątecznej, która ogarnęła mieszkańców miasteczka; wyłamują się z udziału w konkursie na najlepiej przystrojoną ulicę; nie zamierzają wspierać akcji charytatywnych, których w tym czasie jest sporo. Ignorowanie świąt trwa do czasu, gdy córka Kranków dzwoni i informuje rodziców o swoim powrocie do domu. Na domiar złego chce pokazać swojemu narzeczonemu, jak wyglądają obchody świąt Bożego Narodzenia.

Powieść Johna Grishama to przezabawna historia, która ukazuje święta w krzywym zwierciadle. Tradycja spotęgowana komercjalizacją i konsumpcyjnym charakterem świąt nie uznaje osób, które nie pasują do stereotypu. W powieści dominuje humor sytuacyjny momentami wyolbrzymiony do granic możliwości. Jednym słowem lekka i przyjemna opowieść w sam raz do pochłonięcia w jeden wieczór.  

2.


Będąc ciągle w atmosferze przedświątecznej sięgnęłam po książkę "Prezent na święta". Po raz pierwszy nie przeczytałam opisu, tylko zaufałam tytułowi. Niestety, rozczarowałam się. Moje rozczarowanie związane było ze zwodniczym tytułem. Spodziewałam się ciepłej opowieści, a dostałam opis ostatnich godzin życia kobiety, która trafiła do szpitala z silnym bólem głowy i została w nim z wyrokiem śmierci.

Zastanawiam się teraz, czym jest, a właściwie powinnam napisać był, tytułowy prezent dla bohaterów powieści. Śmierć, to kres życia, a co za tym idzie bolesny i smutny okres dla pozostałej na ziemi rodziny. Czy oznaczał on czas dany, aby pożegnać się z najbliższymi? Jeśli tak, to według mnie był on strasznie kiepsko opisany. Oto mamy kobietę, której pozostało kilka godzin i co ona robi? Kąpie się, maluje, ładnie ubiera, wysyła męża na zakupy do drogerii, spisuje listę spraw do załatwienia w najbliższym czasie, dzwoni do sióstr i brata,a na koniec rozmawia z każdym członkiem rodziny osobno. Po tych wszystkich czynnościach, można by rzec, spokojnie umiera.

Książkę czyta się szybko, a po jej zakończeniu czuje się pewien niedosyt.

niedziela, 29 listopada 2015

Anna Ficner-Ogonowska "Szczęście w cichą noc"


Opis książki
"Wieczór wigilijny, za oknem cisza. Pada śnieg, dom pachnie piernikiem i goździkami, na stole dodatkowe nakrycie, może zaraz ktoś przyjdzie...
To wszystko znajdziecie w najnowszej książce Anny Ficner-Ogonowskiej.
Hania pragnie spędzić wigilię z najbliższymi osobami w swym rodzinnym domu. Chce, by było jak dawniej... Zapowiada się wspaniały czas, pełen miłości, mądrych rozmów, rozkochanych spojrzeń i wyśmienitych dań.
Lektura tej magicznej opowieści, w której tradycja staje się jedną z bohaterek, z pewnością rozgrzeje serca i sprawi, że te Święta, choć obchodzone zimą, będą ciepłe i prawdziwie wyjątkowe.
Idealna książka do czytania w bożonarodzeniowy wieczór; doskonały prezent pod choinkę." 
Anna Ficner-Ogonowska jest nauczycielką, a prywatnie matką i żoną. Zadebiutowała powieścią "Alibi na szczęście". To w niej poznaliśmy sympatycznych bohaterów. Razem z nimi przeżywaliśmy upadki i wzloty. Razem z nimi płakaliśmy i śmialiśmy się. Szybko powstały dwie kolejne części tej trylogii. Ostatnio na rynku pojawiła się kolejna pozycja pani Anny "Szczęście w cichą noc".

Najnowsza książka, a właściwie, ze względu na niewielką objętość, lepiej pasowałoby określenie poradnik, broszura, wprowadza nas w magiczny czas Wigilii. Nasuwa mi się tutaj skojarzenie z propozycjami wydawniczymi dla dzieci, które w tym okresie obejmują bajki, powieści i filmy o tematyce świątecznej. Dosyć ciekawym zabiegiem jest dołączenie do właściwej treści, zeszytu Hanki. W nim to znajdują się zapiski dotyczące podziału obowiązków podczas przygotowania kolacji, złote myśli, przepisy na potrawy wigilijne.

U Hani i Mikołaja spotykają się bohaterowi z poprzednich książek. W domu panuje iście świąteczna atmosfera. W kuchni unoszą się cudowne zapachy, powstają kolejne dania, a niezastąpiona pani Irenka opowiada o tradycjach bożonarodzeniowych. Mężczyźni zajmują się dekorowanie domu i ubieraniem choinki. W tym dniu, nie ma mowy o dodatkowym pustym talerzu dla zbłąkanego gościa, gdyż ten zjawia się pod postacią znajomego Flory. Dla Hani okres przedświąteczny to również całkowite uporanie się z przeszłością. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w książce.

Padający śnieg, mróz, ciepło domowego ogniska, radość ze spotkania w gronie najbliższych osób to elementy składające się na magię najpiękniejszych świąt. Czytelnik, który w ten sposób spojrzy na "Szczęście w cichą noc" będzie usatysfakcjonowany. Jednak mi brakuje tutaj pewnego zamieszania i gwaru, który panuje, gdy w jednym miejscu spotyka się tyle osób. Miałam wrażenie, że poza Hanią, która relacjonuje wydarzenia, panią Irenką, która snuje piękne opowieści świąteczne i Dominiką, którą zawsze widać i słychać, pozostali bohaterowie są widzami. Oczywiście, kilka kwestii miał Mikołaj, Danusia i dziewczynki, ale zaliczyłabym to raczej do epizodów.

Niestety, książka nie porywa również ze względu na fabułę. Toczy się ona wolno, spokojnie, tak jak powinny wyglądać święta Bożego Narodzenia. Mam wrażenie, że motywem przewodnim powieści jest zebranie w jednym miejscu i przypomnienie młodszym czytelnikom tradycji wigilijnych i potraw, które powinny gościć na stołach.

Wielki ukłon kieruję w stronę wydawnictwa za przepiękną okładkę. Wprowadza nas ona w treść, uspokaja i zapowiada chwilę relaksu z książką i kubkiem ciepłej herbaty.

Podsumowując: "Szczęście w cichą noc", to ciepła, magiczna opowieść skierowana do młodszego pokolenia. Przypomina o tym, że ważne są tradycje, że pomimo czasu, w którym przyszło nam żyć, pomimo tego, że szukamy swojego szczęścia na całym świecie, najważniejsza jest rodzina. I nie chodzi tu tylko o samą kolację wigilijną, ale również o przygotowania do niej. To czas wyciszenia, bliskości i naładowania "akumulatorów" na kolejny rok.  

Kategoria: Powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 176
ISBN: 9788324027934

sobota, 28 listopada 2015

Lois Battle "Pensjonat"


Opis książki
"Bestsellerowa książka Lois Battle to zabawna opowieść o rodzinie i relacjach między bliskimi ludźmi. To także pełna ciepła historia, do której chętnie powraca się przez cały rok. W rodzinnym domu spotykają się cztery kobiety – Josie Tatternall i jej dojrzałe córki: Cam, Evie i Lila. Łączy je więź pełna skrajnych uczuć i cichych pretensji. Po latach postanawiają naprawić błędy z przeszłości. Czy uda im się tym razem i zasiądą radośnie przy świątecznym stole?"

Piękna, przyciągająca uwagę okładka powieści Lois Battle jest trochę zwodnicza. Sugeruje nam, że przeczytamy ciepłą opowieść świąteczną zapełnioną szczęśliwymi postaciami. Jednak zagłębiając się w treść zostajemy mile zaskoczeni. Nie ma bowiem w niej bajkowego życia z lukrowanymi postaciami. Zamiast tego dostajemy świetnie napisaną powieść o trudnych relacjach w rodzinie. Mało tego, wiele rodzin z naszego otoczenia może identyfikować się z jej bohaterami.

Tytułowy "Pensjonat" prowadzi Josie Tatternal, matka dojrzałych już kobiet: Cam, Evie, Lili. Ich relacje nie należą do najłatwiejszych. Wzajemne urazy z dzieciństwa, pretensje i niedomówienia doprowadziły do tego, że poza więzami krwi nic je nie łączy.

Josie regularnie spotyka się ze swoimi przyjaciółkami. Jeden z tak zwanych babskich wieczorków ma tragiczny finał. Koleżanka Peatsy trafia do szpitala z podejrzeniem ataku serca. Josie zaczyna myśleć o upływającym życiu i spontanicznie zaprasza córki na Wigilię do swojego domu. One, również spontanicznie, zaproszenie przyjmują. Pomimo nadziei związanych z atmosferą świąteczną, Wigilia kończy się katastrofą. Rodzinne święta zmieniają się we wzajemne oskarżenia sióstr. Obrażone na siebie zostawiają matkę samą i wracają do swoich domów. Nadchodzi kolejna Wigilia i kolejne rodzinne spotkanie. Jaki będzie miało przebieg? Co wydarzyło się w ciągu roku? Czy kobiety stały się sobie bliższe?

"Pensjonat" to mądra książka. Książka, która daje nadzieję na lepsze jutro. Porusza ważne tematy. Pokazuje, jak trudne są relacje międzyludzkie i jak niewiele potrzeba, żeby osoby, tak bliskie sobie oddaliły się od siebie. Aby dobrze poznać motywy postępowania bohaterek wracamy w retrospekcjach do ich dzieciństwa. A jak wiadomo, to ten okres kształtuje charakter i wpływa na to, jak postępujemy w dorosłym życiu.

Dzięki tej lekturze uświadamiamy sobie, jak ważna jest rodzina. Rodzina, z którą utrzymuje się dobre kontakty przez cały rok. Wreszcie, że wszystkie niedomówienia, pretensje i żale powinny być wyjaśniane na bieżąco. Unikniemy wtedy sytuacji, w której członkowie najbliższej rodziny będą traktowali się jak obcy ludzie.  

Kategoria: Powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 382
ISBN: 978-83-08-04792-7
 

niedziela, 22 listopada 2015

Syis — krem pod oczy professional


Co o nim pisze producent?
Krem zawiera ekstrakt z tarczycy brytyjskiej, która zapobiega tworzeniu zasinień i ciemnych obwódek pod oczami. Zawarte w kremie kolagen i elastyna działają regenerująco. Witamina B3 stymuluje produkcję ceramidów i poprawia barierę lipidową naskórka.

Moja opinia
Krem zamknięty jest w wygodnym, prostym i eleganckim opakowaniu. Do aplikacji kosmetyku służy wygodna pompka, która działa bez zarzutu: nie zacina się ani nie psuje. Opakowanie jest na tyle przezroczyste, że widać, ile produktu jeszcze zostało. 


Kosmetyk sprawdza się u mnie dobrze. Nie mam raczej problemów z wiecznie siną okolicą oczu czy z ciemnymi obwódkami, więc ciężko jest mi się wypowiedzieć w kwestii niwelowania tych niedoskonałości. Niemniej jednak krem świetnie nawilża te okolice, nie powoduje podrażnień, nie uczula. Po miesiącu stosowania zauważyłam, że moja skóra stała się bardziej napięta i elastyczna. Kosmetyk ma odpowiednią konsystencję, szybko się wchłania, nadaje się do stosowania pod makijaż. Posiada delikatny zapach, który na szczęście nie drażni i nie przebija. 


Ja krem pod oczy Syis znalazłam we wrześniowym ShinyBoxie i raczej nie kupiłabym go w regularnej cenie. W związku z tym, że nie potrzebuję specjalistycznego kremu na problemy z okolicą oczu, a jedynie nawilżenia i uelastycznienia skóry, uważam że cena 29 zł za 15 ml produktu jest zbyt wygórowana.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...